Na co dzień lekarze zajmują się swoimi pacjentami – niezależnie od dziedziny, zaangażowanie
w dopasowanie jak najskuteczniejszej terapii jest tak duże, że praca często przedłuża się do godzin wieczornych i zajmuje czas pierwotnie przeznaczony na relaks i życie prywatne.


Zaobserwowanie takiego zjawiska to dobry moment aby przyjrzeć się środowisku lekarzy. Czy są oni wypaleni emocjonalnie? Czy to właśnie nasze środowisko jest szczególnie dotknięte syndromem braku satysfakcji z wykonywanych zajęć? Czym jest zespół wypalenia zawodowego i dlaczego jest tak groźny w niektórych grupach specjalistów? Komu grozi karoshi – znany z kultury japońskiej syndrom przepracowania?

Badania nad wypaleniem zawodowym zostały zapoczątkowane w latach 70., kiedy to amerykański psychiatra H.J. Freudenberger ukuł termin burnout syndrom. Był on rozumiany jako spadek energii wywołany przez przytłoczenie problemami innych. Był to czas, kiedy zauważono, że pewne objawy fizycznego i psychicznego wyczerpania występują u niektórych ludzi bez względu na wykonywaną przez nich profesję.

Jedną z modelowych grup zagrożonych wypaleniem zawodowym są lekarze. Szczególnie w Polsce ten problem może być znaczący, ponieważ spędzamy w pracy więcej czasu niż przeciętny mieszkaniec Europy, tygodniowo zdecydowanie powyżej ustawowych 40 godzin.

Zjawisko karoshi – śmierci z przepracowania, zostało opisane przez Japończyków już w 1969 roku. Karoshi dotyka nagle ludzi zdrowych, w okresie zwiększonej aktywności zawodowej. Co może wydawać się dziwne, nie przejawia się wcześniej żadnymi widocznymi oznakami. Osoby nim dotknięte pracują zbyt dużo i poddane są silnemu stresowi, ich cechy charakterystyczne to pilność, perfekcjonizm, ale także nieśmiałość i brak wiary w siebie.

Według prof. dr n. med. z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi Wojciecha Gruszczyńskiego, być może zły stan rzeczy wynika z niewłaściwie zaplanowanych obowiązków lub ich nadmiaru. Najgorszym rozwiązaniem jest omijanie trudności i dopuszczenie do sytuacji, kiedy myśl o kolejnym dniu powoduje silny stres.

Często zdarza się tak, że osoba poddana długotrwałemu stresowi, często intuicyjnie, przypadkowo, lub za radą „życzliwych” zaczyna pić alkohol żeby się odprężyć. Jednak według naukowców używanie alkoholu w czasie działania czynnika stresowego ma charakter wzmacniający picie, ponieważ alkohol chroni przed złym samopoczuciem oraz tłumi fizjologiczną odpowiedź organizmu na czynnik stresogenny.

Osoby reagujące w ten sposób będą miały większą skłonność do picia częściej – i prawdopodobnie większych ilości alkoholu – w czasie doznawania nieprzyjemnych uczuć związanych ze stresem. Pomimo tego, że nasza świadomość społeczna uległa wielkim zmianom i staliśmy się bardziej otwarci, kontakt z psychiatrą jest nadal postrzegany negatywnie. Można to jednak zmienić, jeżeli środowisko lekarskie i osób „zaufania publicznego” będzie traktować swoje kontakty z psychiatrą jak coś naturalnego.

„Nie możesz się wypalić, jeśli nigdy nie płonąłeś” – to bardzo trafna myśl, sformułowana przez Jeffa Schmidta, jednego z naukowców badającego syndrom wypalenia zawodowego. Na wypalenie najbardziej narażone są osoby, które są pasjonatami i swoją pracę traktują bardzo poważnie – z tego powodu często tracą one do niej dystans i nie zachowują równowagi pomiędzy sferą prywatną i zawodową.

Energia i pasja w pracy są bardzo ważne, warto jednak uważać na to, by iskra, którą mamy w sobie nie wywołała pożaru, który strawi wszystko, co napotka na swojej drodze.

Doktor Sławomir Wolniak jest ordynatorem Kliniki Psychiatrycznej i Terapii Uzależnień „Wolmed”,
w Dubiu k. Bełchatowa.

Strona Kliniki: www.wolmed.pl
Blog doktora: http://swolniak.blogspot.com/