Czego można nauczyć się o depresji od nauczyciela muzyki?

Pisząc o depresji chcę odnieść się do zdarzenia, które miało miejsce w moim życiu dawno temu. Pewne mechanizmy związane z tamtą sytuacją są moim zdaniem analogiczne do tych, które pojawiają się w przypadku osób cierpiących na depresję.

Jeszcze w czasach liceum, kiedy uczyłem się gry na instrumencie, miałem możliwość wzięcia lekcji u pewnego wybitnego muzyka i nauczyciela. Moje umiejętności były już na tyle duże, że postanowiłem kilka rzeczy z nim skonsultować i spytać o dalszy kierunek rozwoju. Pamiętam tamtą lekcję bardzo wyraźnie, moje rozczarowanie gdy runęły moje wyobrażenia i późniejszą wdzięczność, gdy na nowo odkryłem przyjemność płynącą z gry na instrumencie i muzyki.

To co mi wtedy powiedział całkowicie zmieniło moje podejście do muzyki, a także do życia w ogóle.

„Masz taki problem. Grasz cudze melodie i robisz to dosyć poprawnie, ale poza tym nic one nie wywołują. Ewentualnie dostaniesz uznanie za to, że nauczyłeś się je sprawnie grać. Twój problem polega na tym, że twoje brzmienie jest płaskie i bez wyrazu. Masz napięte ciało, do tego coraz bardziej napinasz ramiona i twój instrument nie brzmi.

Za niedługo będziesz chciał zagrać bardziej skomplikowane rzeczy i wtedy staniesz przed ścianą. Bo zastanawia mnie jak bardzo możesz się jeszcze napiąć żeby coś zagrać. Jest pewna granica. W końcu dostaniesz jakiejś kontuzji, ale wtedy nie przychodź z tym do mnie tylko do lekarza. Jest jednak gorsza rzecz, która może się wydarzyć. Możesz po prostu stracić przyjemność z grania. A wtedy przestaniesz być muzykiem.”.

Tamta diagnoza była dosyć bolesna. Nie spodziewałem się, że jest aż tak źle. Ale rzeczywiście czułem w tamtym czasie, że siadanie za instrumentem sprawia mi coraz mniejszą radość. Po prostu zmuszałem się do grania i chciałem grać coraz lepiej. Teraz z kolei nie wiedziałem co dalej zrobić z tym, co usłyszałem. Nauczyciel zaproponował jednak, że pogramy przez chwilę razem. Kiedy skończyliśmy dostałem od niego bardzo ważną radę.

„Prawdopodobnie zawsze napinałeś się, żeby coś się udało. Jest to typowe, gdy w życiu staramy się być poprawni zamiast swobodni. Ty skupiłeś się na poprawnym odgrywaniu cudzych melodii a nie na graniu. Przestałeś słuchać dźwięków, które wydobywasz z instrumentu. Dążyłeś do ideału. Przestałeś więc cokolwiek czuć. Te wszystkie pasaże, pauzy i dźwięki, które starasz się zagrać, mają swoje muzyczne uzasadnienie. One tworzą pewne napięcia.

Muzycy, którzy stworzyli te melodie, słuchali uważnie tych napięć i one poprowadziły ich ostatecznie do jakichś kompozycji i do jakiegoś stylu. Ty grasz cudze melodie, ale nie czujesz i nie rozumiesz, o co w nich chodzi. Więc męczysz się. Niestety zmęczysz też tych, którzy będą ciebie słuchali, choć większość się pewnie nie zorientuje. Zacznij więc grać i słuchać tylko brzmienia.

Ciało samo się rozluźni kiedy będziesz tylko słuchał. Kiedy poczujesz potrzebę wtedy zaczniesz dodawać kolejne dźwięki. I wtedy znów przez jakiś czas będziesz tylko słuchał. Po jakimś czasie poczujesz i zaczniesz się nimi bawić i dodawać kolejne. Tak nauczysz się interpretacji, kompozycji i ostatecznie zaczniesz improwizować. Wtedy będę chciał Cię posłuchać.”

Pamiętam, że powyższe słowa bardzo mnie otrzeźwiły. Jednocześnie poczułem się też zbity z tropu. Nauczyciel chyba zauważył moje zmieszanie bo zaproponował żebyśmy jeszcze przez chwilę razem pograli.

Po dwudziestu minutach wspólnej gry poklepał mnie po plecach i podsumował:
„Teraz kiedy graliśmy były momenty kiedy pozwalałeś sobie na zabawę. Oczywiście tylko na chwilę, bo pewnie nie łatwo jest bawić się w towarzystwie tak surowego nauczycielka jakim jestem.

Ale chodzi o to, że muzycznie były to najlepsze momenty. Więc pójdź tą drogą, o której ci mówię. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo. Może się okazać, że zaczniesz grać zupełnie inną muzykę niż teraz. Nie wiem jaką. W sensie takim, że możesz stać się inną osobą niż wydaje ci się, że jesteś. Lub inną od tej jaką zawsze chciałeś być. Ale to będzie tylko i wyłącznie twoja sprawa i nie będziesz się tym przejmował, bo będziesz już wtedy muzykiem.”

Tamta lekcja bardzo zmieniła moje podejście do muzyki. Pamiętam też, że przyśpieszyła moją decyzję o wybraniu kierunku studiów psychologii. To co mówił mi nauczyciel wydawało mi się po prostu bardzo życiowe.

Mechanizmy depresji:

Wspólna improwizacja
Chcę teraz napisać o kilku mechanizmach, jakie zauważam u ludzi cierpiących na depresję i które momentami wydają mi się analogiczne do problemów wielu muzyków. W języku angielskim słowo depression nosi w sobie znaczenia takich słów jak: ucisk, przymus, presja, tłumienie, ściśnięcie.

Podobnych uczuć często doświadczam w kontakcie z depresyjnymi klientami, kiedy w relacji wytwarza się charakterystyczny dla tłumienia klimat emocjonalny. Mam na myśli pewną niemożność i trudność w nawiązaniu kontaktu, który byłby spontaniczny, żywy, powodował wręcz obopólną przyjemność. Ta niemożność nie jest jednak niemożliwością, ponieważ przynajmniej po stronie terapeuty wciąż odczuwana jest chęć i gotowość do poznania drugiej osoby. W żaden sposób jednak nie wymaga tego od swojego klienta. Jest jak muzyk, który wciąż chce grać i cieszy się tym, cokolwiek się pojawi w ich wspólnej improwizacji.

Więc kiedy spotykam się z klientem depresyjnym, najważniejsza praca odbywa się w momencie, gdy po jego stronie pojawia się coś żywego. Żebym mógł zareagować sam muszę być żywy, jednak nie do przesady, żeby nie zagłuszyć lub spłoszyć tego co się w nim budzi. Po prostu pozwalam sobie na radość płynącą z faktu, że właśnie pojawia się coś pięknego, energicznego.

Jakbym zobaczył ładnego motyla na łące: „O jaki piękny. Leci. Może usiądzie mi na ręce. Wystawię ją. No i odleciał. Cóż. Czekam dalej”. Kiedy radość się kończy nie rozpaczam, nie wymagam, że chciałbym więcej, nie wycofuję się. Bo wtedy mógłbym wszystko zepsuć. Wpisałbym się w to, co robi środowisko, wspierając u innych reakcję depresyjną.

Akt samozniszczenia

Dramatem osoby depresyjnej jest uznanie, że ona sama jest przyczyną własnego cierpienia jak i cierpienia innych. To znaczy zaczyna odbierać z otoczenia sygnały, że jej obecność i aktywność w świecie przestaje przynosić obopólną przyjemność. Więc wycofuje się, obwinia, potrafi nawet dokonać aktu samozniszczenia.

Jest to coś, co jest prawdopodobnie w stanie zrobić tylko człowiek (choć trwają badania nad samobójstwami u zwierząt). Człowiek, w momencie gdy sprawdzi wszystkie możliwości, dokonuje tej ostatniej, w której uznaje, że sam jest przyczyną cierpienia. Więc niszczy siebie. Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec. Jest to cena posiadania samoświadomości i wolności u ludzi. Nie możemy jednak dopuszczać do tego, by w relacji z nami ta postawa się zwiększała.

W pracy Gestalt, która opiera się o relację, wyjątkowo skupiam się na tych momentach, gdy klient zaczyna mnie widzieć. Gdy uznaje, że moja obecność i zachowanie też na niego wpływają i nie wiąże całego swojego cierpienia tylko ze swoim zachowaniem. Czyli gdy zaczyna się w tu i teraz odnosić do tego, że jestem, że go widzę, że może kogoś mu przypominam, że może robię coś co go wycofuje.

Jeśli zacznie mi to mówić to jest to sukces. Ponieważ zaczyna uznawać rolę drugiego człowieka, a przede wszystkim wyrażać wobec mnie swoje potrzeby, obawy, lęki, irytacje, frustracje. To oznaka zdrowienia. O ile terapeuta powinien umieć się z tym obchodzić, o tyle problem gdy taki zdrowiejący klient trafi na ludzi, którzy nie wykazują się cierpliwością, zrozumieniem i empatią. Może się niestety powtórzyć zepchnięcie takiego człowieka znów w wycofanie i bezradność.

Człowiek z depresją wraca wtedy do swojego starego sposobu, w którym uznaje, że cel jest nieosiągalny. Rezygnuje. Jest to naturalna reakcja organizmu, która ochrania przed stratami energii i wyniszczającą walką. Trzeba to umieć zrozumieć i nauczyć się z tym obchodzić.

Droga życiowa i odnalezienie własnej melodii
Człowiek dotknięty depresją jest często jak muzyk, który zapomniał co sprawia mu przyjemność. Jeśli melodie będą tu metaforą różnych egzystencjalnych postaw albo wyborów, to w przypadku osoby depresyjnej jest tak, że decyduje się ona bez refleksji i bez odnoszenia się do własnych emocji, na pójście nie swoją drogą życiową.

Czyli pójście cudzymi ścieżkami. Przyczyn może być bardzo dużo i nie będę teraz o tym pisał. Jednak sprowadza się to w zasadzie do prowadzenia życia, które nie cieszy. Ludzie chcą zrealizować jakąś cudzą ideę sukcesu, zakładają rodziny, bo tak wypada, rozpoczynają kierunki studiów, które ich nie interesują itd.

Żeby zrealizować te wymagania muszą napiąć swoje ciała. W ich sposobie mówienia o życiu jest bardzo dużo „muszę”, „trzeba”, zamiast „chcę”. Najczęściej tuż przed popadnięciem w reakcję depresyjną podejmują jeszcze ostatnie starania, napinają się do kresu swoich sił. Później albo przychodzi kontuzja (może to być choroba psychiczna, zawał serca, choroby psychosomatyczne) albo następuje powolne wycofanie. Organizm zaczyna spowalniać i staje się ociężały.

Zwykle mogą się wtedy wydarzyć dwie rzeczy. Niektórzy popadają w depresję. Tych ludzi jest jednak znacznie mniej. Inni natomiast potrafią balansować, niekiedy przez całe życie, na jakiejś cienkiej granicy. Raz uda im się coś z życia „wyszarpnąć”, by zaraz znów popaść w rezygnację.

I to zmuszanie się by rano wstać i znów coś zrobić może trwać bardzo długo. Można nawet uznać, że właśnie tak wygląda życie i przekonywać do tego innych. Tych drugich jest znacznie więcej. Z nich też często składa się społeczeństwo, które w ten sposób tylko wspiera epidemię depresji u innych. Z nich natomiast nie powinny się składać środowiska terapeutów, osób odpowiedzialnych za wychowanie i za edukację.

Koncert

Tak jak muzyk, który zaczyna improwizować, tak osoba, która wychodzi z depresji nigdy już nie będzie taka sama. Ponieważ wyzdrowienie z depresji oznacza powrót do kierowania się własnymi emocjami i potrzebami.

W rozumieniu egzystencjalnym oznacza to odnalezienie własnego sensu życia, nadawanie go z każdym dniem i podczas każdego aktu działania. Nie jest to łatwe i wymaga wsparcia. To wsparcie nie dotyczy jednak tylko osób wychodzących z depresji. Dotyczy wszystkich, ponieważ życie w zgodzie ze sobą w ogóle wymaga wsparcia.

Wymaga przyjaciół i otoczenia, którzy będą promować postawę bycia w zgodzie ze sobą. I którzy oczywiście będą oczekiwać, że inni też będą wspierać ich swobodę i zgodne życie. To bardzo uczciwa wymiana. Pamiętam, że kiedy w liceum improwizowałem ze swoim nauczycielem,to nie było tak, że tylko on wspierał tylko mnie. Moja otwarta postawa i umiejętność zabawy wspierały też jego grę. Dzięki mnie mógł zagrać i bawić się swoimi melodiami. Razem stworzyliśmy wtedy bardzo udany koncert.


Jan Słowiński
– psycholog, terapeuta Gestalt w trakcie certyfikacji, autor bloga o psychoterapii www.poczuj.com

Wrocławski Ośrodek Gestalt
Terapia – Rozwój Osobisty - Edukacja
www.wroclaw-gestalt.pl
tel. 512 199 522
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij artykuł

Skomentuj

O nas

Serwis o tematyce psychologicznej istnieje od 2005 roku. Do 2015 roku serwis funkcjonował pod adresem psychologia.apl.pl. W 2015 roku opiekę nad serwisem przejęła Fundacja Libertus. Zmienił się adres strony na psychologiawsieci.pl. Zapraszamy do kontaktu i współpracy. Zależy nam na rzetelnym i niezależnym dziennikarstwie.

Newsletter

Chcesz być na bierząco? Zapisz się do naszego newslettera