Jestem dźwiękiem. Bardzo specyficznym dźwiękiem, bo pojawiam się tylko wtedy, gdy Miles Davis wypełnia swoją trąbkę powietrzem wydmuchiwanym z płuc. Nikt inny nie jest w stanie sprawić bym zaistniał. Tylko Davis posługując się swoją trąbką potrafi wyprowadzić mnie ze swego umysłu i wprowadzić do świata zewnętrznego,


gdzie swobodnie unoszę się w przestrzeni i brzmię. Jestem tworem niezwykle szlachetnym, zawieram w sobie wyobraźnię i intelekt swojego twórcy. Dlatego też potrafię mieć niewytłumaczalny wpływ na ludzi, do których docieram, bo docieranie do nich jest niejako celem mego istnienia. Droga, którą muszę przebyć, żeby móc wywołać u człowieka jakieś emocje, zaspokoić jego pragnienie sztuki, pobudzić do refleksji, sprawić by poczuł się inaczej niż zawsze, nie jest taka oczywista

Między trąbką mistrza a umysłem słuchacza jest wiele drzwi, przez które muszę przejść, wiele procesów, które tłumaczą język mojego świata na język umysłu człowieka. Mój język to zwykłe prawa fizyki, dopiero po przetłumaczeniu na język umysłu zamieniają się one w takie rzeczy jak melodia, styl, muzyka, czy w końcu sztuka. Właściwie to nie zawsze się zamieniają akurat w te piękne rzeczy.

Nie każdy umysł interpretuje mnie jako coś przyjemnego, ale właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze. Wcale nie chcę podobać się każdemu, kto mnie słyszy. Przyjemność sprawia mi odwiedzanie tylko niektórych osób, tych które mnie potrzebują, doceniają, a nawet kochają.

Kiedy wypływam z instrumentu, to jest to taki magiczny moment, czuje się wtedy jak dżin, który całą wieczność zamknięty w butelce, wreszcie został z niej wydobyty, uwolniony. Swoim bytem, stymuluję wszechobecne powietrze, które niczym kalka pomiędzy mną a człowiekiem, przekazuje mnie do jego ucha. Kiedy człowiek okaże się na tyle łaskawy, żeby poświęcić mi trochę swojej uwagi, zaczyna się moja z nim współpraca, człowiek zaczyna stawać się mnie świadomym.

W uchu znajduje się korytarz, doprowadzający mnie do pierwszego tłumacza. Jest to swoista powierzchnia, nazywana błoną bębenkową. Po przeniknięciu przez nią przybieram formę, która umożliwia człowiekowi odebranie mnie. Nie oznacza to, że się zmieniłem, wciąż jestem taki sam jak w wyobraźni Milesa.

Tymczasowo zmieniona została tylko moja postać, tak jak woda w kanciastej szklance, ma inną postać niż ta sama woda w okrągłej szklance. Następnie wnikam w specjalny młoteczek, który pod moim wpływem uderza z odpowiednią energią w kowadełko, które z kolei pobudza strzemiączko. Ze strzemiączka przedostaje się do ślimaka, gdzie znajduje się odpowiedni płyn. Moja obecność sprawia, że ten płyn swoimi ruchami stwarza w ślimaku ciśnienie, na które reagują tak zwane komórki włosowate. Komórki te w wyniku tego, że działa na nie ciśnienie, też poruszają się.

Ruchy te stymulują nerw słuchowy. Tak więc w tym etapie zamienia się mnie w impuls nerwowy. Pod tą postacią przelatuje przez ciało komórki wprost do mózgu człowieka. Jest to moja stacja docelowa, chociaż kiedy jestem w mózgu, dokładnie w korze słuchowej, zostaje jeszcze jedna rzecz, którą muszę wykonać wspólnie z człowiekiem. Ponieważ właśnie zostałem zidentyfikowany jako dźwięk, potem jako dźwięk trąbki, potem jako zorganizowany cykl zmian tego dźwięku, zostaje mi jeszcze przekonanie człowieka jak niepowtarzalnym jestem dźwiękiem, jak wysublimowanym.

Człowiek musi tylko wyrazić minimalną chęć współpracy ze mną, musi skupić na mnie uwagę, tylko wtedy pozostanę w jego umyśle czymś więcej niż po prostu dźwiękiem. To moja ulubiona część podróży. Jestem już tu gdzie miałem być, wszystkie zabiegi, które na mnie wykonano doprowadziły mnie do umysłu człowieka, gdzie w świecie idei przestaje być drganiem powietrza, zmianami ciśnień, impulsami nerwowymi. Tu jestem grą Milesa Davisa na trąbce, jestem sztuką, szczęściem człowieka.

Chcąc być zupełnie szczerym i lojalnym wobec istoty jaką jest człowiek, muszę przyznać, że gdyby nie jego umysł i jego zdolność do skupiania uwagi oraz integrowania informacji wejściowych (takich jak ja) otrzymywanych przez miliony receptorów, byłbym zawsze energią mechaniczną – drganiami powietrza. Za zwyczajną formalność uważam przekazywanie tych drgań przez organy kolejno ucha zewnętrznego, środkowego, wewnętrznego. Zaczynam stawać się czymś więcej dopiero w mózgu człowieka, a potem w jego umyśle i pamięci. Za swojego wspólnika uważam uwagę. To ona towarzyszy moim narodzinom w umyśle Milesa Davisa, i to ona stanowi o mojej wartości w myślach słuchacza.

„ Uwaga jest prawdą o rzeczywistości istnienia, tak więc kładzie kres niewiedzy” -Mistrz Kaisen..

Autor felietonu – nasz czytelnik: Stanisław Kieniewicz