Ma na imię Adam. Ma 23 lata. Zgodził się udzielić wywiadu i opowiedzieć czym dla Niego jest zaburzenie afektywne dwubiegunowe, zdiagnozowane u Niego kilka lat temu. To niezwykle szczera opowieść.


Chciałabym, aby rozmowa ta przybliżyła wszystkim jak wygląda życie osoby cierpiącej na to zaburzenie i co otoczenie może lub czego nie może dla niej zrobić.

Zapraszam do wczytania się w słowa Adama.

Alicja B.: Od kiedy chorujesz?
Adam: Właściwie to jest dość trudne pytanie. Zostałem zdiagnozowany cztery, pięć lat temu. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam czasów, kiedy czułem się inaczej niż teraz. Więc jeżeli trzeba by już było powiedzieć dokładniej, to zaczęło się to gdzieś między ostatnią klasą szkoły podstawowej, a pierwszą gimnazjum.

AB: Czyli intensywny czas bycia nastolatkiem. Co takiego się wydarzyło, że sięgnąłeś ostatecznie po pomoc, bo zrobiłeś to…
A: Ja wiedziałem, że mam jakiegoś rodzaju zaburzenie od dawna. Może to jest jakaś moja hipochondria. Ale już w drugiej klasie gimnazjum wiedziałem, że mam pewnego rodzaju zaburzenie depresyjne, nie to dokładnie, które mi później zdiagnozowano. Uznałem jednak, że albo sobie sam poradzę, albo że w związku ze zmianą otoczenia, przy zmianie szkoły to jakoś samo minie. Amoże wraz z przejściem z liceum na studia?… ale nie zmieniało się w sposób pozytywny.

AB: Cały czas było tak samo?
A: Nie, miałem coraz więcej symptomów i stawało się to coraz bardziej natarczywe. W ostatniej klasie szkoły średniej powiedziałem sobie, że jeżeli czegoś nie zrobię, jeżeli przejdę sobie obok tego spokojnie na studia, i będę funkcjonował dalej tak, jak funkcjonuję teraz, to będę martwy w ciągu kilku lat. Popełnię samobójstwo. W ciągu jednego dnia zdecydowałem, że oświadczę nauczycielom i rodzicom, że nie przystępuję do matury, idę do psychiatry ponieważ mam zaburzenia jakiegoś rodzaju i trzeba sobie poradzić w sposób bardziej medyczny niż do tej pory. To było tak pewne siebie, że wszyscy na mnie patrzyli jakbym był z kosmosu…

AB: Czyli nie zauważyli niczego wcześniej?
A: Nie, dlatego, że miałem silną potrzebę zachowania tego dla siebie…

AB: Wstydziłeś się?
A: Nie, to nie był wstyd. Ja jako osoba racjonalna widziałem, że choroba psychiczna jest czymś niezależnym od człowieka, to nie jest coś, co ja wybrałem. Więc uznałem, że mogę sam sobie z tym poradzić i nie ma sensu kłopotać innych. Miałem silną potrzebę samodzielności…

AB: Tak się jednak nie dało?…
A: Nie dało się …

AB: I poinformowałeś swoich rodziców?
A: To było przed wyjazdem na obóz przygotowawczy do matury. Zakomunikowałem to przed wejściem do pociągu.

AB: Zostawiłeś ich z tą wiadomością?
A: Właściwie to mamę zostawiłem, ale paradoksalnie stwierdziła później, że to było bardzo dobre co zrobiłem, bo zdążyła pójść do psychologa, przemyśleć to wszystko. Więc w sumie powiedziała, że wybrałemświetny moment.

AB: Pamiętasz jak się wtedy czułeś?
A: To była mocno przemyślana decyzja, podszedłem intelektualnie do tematu i wiedziałem, że jak nie będzie jakiejś cezury dzielącej, cięcia w tej chorobie, to ja płynnie przejdę do następnego etapu życia, tak jak przechodziłem ze szkoły podstawowej do gimnazjum, z gimnazjum do liceum i nic się nie zmieni. To, że zmiana otoczenia w jakiś sposób mi pomoże to iluzja, że to nie zostało wywołane czymś co jest na zewnątrz, że to choroba endogenna. Poza tym, te zmiany, na które czekałem, wbrew pozorom, nie były duże bo to, że wszyscy przeżywają zmianę szkoły, czy zmianę środowiska to dla mnie nie miało znaczenia – wciążbyło tak samo, ja się czułem tak samo. Środowisko w jakiś sposób było oddalone ode mnie, musiałem je trzymać oddalone, bo nie chciałem narzucać swojej choroby, wiedziałem, że muszę te symptomy trzymać na wodzy.

AB: Czyli izolowałeś się od rówieśników?
A: Też, szczególnie wtedy gdy tego potrzebowałem. Miałem cały czas wgląd w moją chorobę. Wiedziałem, że jak nagle napływa do mnie energia, dostaję entuzjazmu i że mam poczucie, że za chwilę mogę rządzić całym tym światem – to jest to symptom choroby. I gdybym zaczął pokazywać to na zewnątrz, zacząłbym działać na podstawie tych emocji, to byłoby to dość niekomfortowe dla otoczenia i też niekomfortowe dla mnie.Bo wiem, że to było nieadekwatne do tego, jaka jest rzeczywistość. To wymagało dość dużego wysiłku.

AB: Mówisz tak, jakbyś siebie zdiagnozował wcześniej, nim ktokolwiek z zewnątrz w ogóle miał wgląd w Twoją chorobę?
A: To brzmi nieprawdopodobnie, jak ludzie mówią np. wiedziałem, że tak będzie. Ale ja wziąłem poradnik diagnostyczny z klasyfikacją ICD-10 i analizując wszystkie zaburzenia doszedłem do wniosku, że to będzie to. Do lekarza poszedłem tylko i wyłącznie po to, żeby dostać leki.

AB: Powiedz, kto w tym momencie najbardziej Ci pomógł? Od kogo otrzymałeś najwięcej wsparcia?
A: Rodzice zawsze chcieli mnie wspierać, ale to jest dość trudne, gdy się nie rozumie. Jak większość populacji nie mieli pojęcia co to jest. Gdzieś w dali pojawiały się depresje innych ludzi, ale to było coś prywatnego, odsuniętego od nas. Zresztą w Polsce to jest coś wstydliwego i o tym się nie mówi. Więc choć zawsze chcieli mnie wspierać, jak i teraz, nie mają dogłębnych informacji jak to robić. Zresztą w depresji endogennej te osoby z zewnątrz nie mają zbyt dużego wpływu na to, co się z nami dzieje. Mogą być najcudowniejszymi, najlepiej poinformowanymi osobami na świecie, a i tak ten stan emocjonalny będzie się utrzymywał. Więc jakiegoś istotnie zewnętrznego wsparcia nie miałem. Ja sam zdecydowałem, że idę do psychiatry, do psychologa i właściwie jak to zakomunikowałem, to miałem już wszystko zaplanowane. Oczywiście jestem wdzięczny, że to przeszło tak jak przeszło, że nie było oburzenia, że nie podchodzę do matury w tym roku, że dostałem przestrzeń na moje decyzje. To było największe wsparcie jakie mogłem dostać.

AB: Dosyć zdecydowanie podkreślasz, że choroba afektywna dwubiegunowa to schorzenie natury fizjologicznej, endogeniczne. Często mówi się jednak, że większość zaburzeń psychicznych to efekt chorych systemów rodzinnych, w których funkcjonujemy.
A: Tak, ja się z tym zgadzam.Tylko system, w którym się funkcjonuje wpływa na fizjologię. W trakcie rozwoju mózgu, od dziecka po dorosłego, jest formowany w dużej części w oparciu o otoczenie. Więc zaburzenia hormonalne, zaburzenia neuroprzekaźników czy rozwoju mózgu choć fizjologiczne, mają podłoże systemowe.

AB: A jak Ty patrzysz na swój system, on Ci pomaga?
A: Trudno powiedzieć.W momencie, kiedy system dokonał dzieła, to już nie ma znaczenia. Mieć żal za to, co się stało jest nierozsądne, bo to nie ma znaczenia. To jest loteria, to co się z nami dzieje, nie wybieramy miejsca, w którym się rodzimy. Ja urodziłem się w takiej sytuacji i to nie najgorszej więc nie mam żalu do nikogo. Może w innym kontekście ta choroba rozwijałaby się szybciej, może wolniej. Ale nie byłbym tym człowiekiem którym jestem.

AB: A teraz, czy jesteś pod opieką lekarza, terapeuty, bierzesz leki?
A: Tak, terapię skończyłem dwa lata temu, gdy wyjeżdżałem za granicę. Ale to było za obopólną zgodą, terapeuta powiedział, że jestem stabilny i może mnie „wypuścić z objęć”. Choć niektórzy mówią, że terapia się kończy wtedy, kiedy umiera terapeuta i umiera pacjent /śmiech/. W terapii byłem 2,5 roku. Może to nie wywołało rewelacji, przyniosło może większą jasność sytuacji, uporządkowanie. Będąc bardzo analitycznym, w większości wiedziałem, co się dzieje. Terapia pozwoliła wszystkie te znane mi sytuacje podomykać. Pod opieką psychiatry jestem od początku. Zmieniłem raz psychiatrę ponieważ pierwszy nie odpowiadał mi –a tu ważne jest zaufanie. Czasami jak do niego przychodziłem, zdawał się nie wiedzieć kim jestem. I jak mi w pierwszej kolejności wypisał antydepresant to mnie „wywaliło w kosmos” i uczyłem się łaciny przez 15 godzin dziennie. Po pół roku zmieniłem psychiatrę i jestem od tej pory na różnych mieszankach leków. Teraz jestem przy 11 mieszance, nie licząc zmiany dawek do tego. Najdłużej biorę lit. Czy to mi pomaga w taki sposób jakbym chciał? – no nie. Były takie okresy, w których leki dawały mi możliwość lepszego funkcjonowania, ale potem mój organizm się do nich przyzwyczajał i było bez zmian. Teraz już wyszedłem z obszaru leków refundowanych, niektóre z nich kosztują nawet 400 zł. Mają być super i nie są super. Przez pół roku działają może nie gorzej niż inne leki, a potem to już brak zmian.

AB: Czy mógłbyś komuś, kto w ogóle nie ma wyobrażenia opisać jak się czujesz, gdy jesteś w okresie depresji czy manii?
A: Ja myślę, że na początku trzeba wyjaśnić na czym polega ta choroba. Stan depresyjny, stan manii. Stan depresyjny jest wszystkim znany, wszyscy wiedzą, że człowiek jest przytłumiony, gorzej się czuje. Stan manii często musiałem tłumaczyć, bo był niezrozumiały.To stan ogólnego podwyższenia nastroju, stan energii, osoba czuje się świetnie, ponad stan, który jest przyjęty jako normalny. U mnie zdarzało się, że napływało to nagle, entuzjazm wobec jakiejś sprawy, który przychodził z kosmosu. Kiedyś w ciągu 12 godzin napisałem 50 stron książki, stworzyłem własny język wraz z alfabetem i gramatyką, opisałem historię tego języka w ramach fikcyjnego świata. To był projekt na lekcję języka polskiego.

AB: W ciągu 12 godzin? Jaka efektywność!
A: Tak, tylko choroba afektywna dwubiegunowa przebiega tak, że te okresy mają kilka miesięcy, potem następuje zmiana, od totalnej depresji przez okresy stabilności po okresy mega entuzjazmu. Ja niestety mam coś, co się nazywa ultrahipercykling – moje zmiany nastroju następują od dwóch dni do kilku razy w ciągu dnia. Pamiętam, jak czasami wstawałem rano – czułem się świetnie, entuzjazm zupełny wobec tego, co zrobiłem w ciągu ostatniego tygodnia.Cztery godziny później idąc po szkole przez ulicę, chciałem skoczyć pod tramwaj, nastrój na poziomie niżej niż 0, miałem nagminne myśli samobójcze, samoocena na poziomie chodnika.Miałem problem, żeby dojść do domu, bo chciałem się położyć i po prostu umrzeć w tym miejscu, w którym stałem. Dwie, trzy godziny później nawet biegłem po tym chodniku, bo nie mogłem doczekać się, żeby zrobić w domu to, co planowałem. Przychodziłem do domu, w ciągu pięciu minut nie byłem w stanie nic zrobić, padałem na łóżko, zasypiałem i spałem trzy dni.

AB: To musi być strasznie męczące?!
A: No tak, właśnie tak. Po pierwsze nic nie można zaplanować. Nawet kiedy mam te kilka etapów manii, które są produktywne, to niektóre nie są produktywne – napór myśli jest tak intensywny, przebiegają tak szybko, że na niczym nie jestem w stanie się skoncentrować. Poza tym, kiedy się sądzi, że jest się najgenialniejszym człowiekiem na świecie i można zrobić wszystko, to ta efektywność jest źle ukierunkowana.Skupiałbym się wtedy na prezentacji geniuszu, anie na czymś ważnym jaknp. nauka do matury.

AB: A jak jest teraz, gdy jesteś w okresie manii?
A: Od kiedy biorę lit, który spłaszcza warstwę emocjonalną, okresy manii już się właściwie nie pojawiają. Natomiast depresja wciąż się pojawia i to jest ten problem. Mimo, że te stany nie są tak intensywne, jak wcześniej, mimo leków, mimo terapii ja wciąż nie mogę nic zrobić – taka bezproduktywność zawieszenia.

AB: Co się dzieje z Twoimi emocjami wówczas?
A: To zależy, czasami wracają stany paniki… ale to jest trudne do opisania, bo to nie są emocje tak głębokie i skomplikowane, jakie pojawiały się wcześniej, to nie jest czarna dziura rozpaczy, w której się leży i myśli tylko o samobójstwie. Choć te myśli pojawiają się. Ja nie mogę zrobić czegokolwiek, bo czuję, że jak podejmę się czegoś, to mogę się rozsypać. Staram się spać czasami, żeby sobie poradzić. Czasami siedzę przed komputerem, jak czuję się w miarę ok to czytam, bo to mnie uspokaja. Ale to takie dziwne jest – jakby to były wszystkie „benefity” depresji bez warstwy emocjonalnej. Tak teraz to czuję.

AB: A myśli samobójcze, podjąłeś kiedyś próbę samobójczą?
A: Kiedyś, jak się tutaj przeprowadziliśmy, poraz pierwszy do tego mieszkania i miałem w pokoju tylko meble i komputer i nic więcej, to był moment, w którym popełniłbym samobójstwo. Powstrzymało mnie to, że w moim zasięgu ręki była tylko łyżka. Gdybym był w stanie wstać z podłogi, to by mnie nie było. Łyżka jedynie spowodowała małe obrażenia na klatce piersiowej. Gdybym był w stanie wstać – to by mnie nie było.

AB: Uratowało Cię to, że nie miałeś siły wstać?
A: No tak. Teraz to są tzw. zwiewne myśli samobójcze. Jeśli zdecydowałbym się kiedykolwiek na samobójstwo, to byłoby to przemyślane. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że to się stanie, duża procentowo część osób, która podejmuje leczenie, w jakimś okresie po rozpoczęciu leczenia podejmuje próby.

AB: Czy ty zakładasz, że to zrobisz???
A: Nie, ale statystycznie jest to prawdopodobne.

AB: Na chłodno do tego podchodzisz…
A: Tak. Ja w tym momencie nie żyję dlatego, że chcę. Żyję dlatego, że samobójstwo wymagałoby o wiele więcej zachodu niż jestem teraz w stanie na to przeznaczyć. Wcześniej żyłem tylko i wyłącznie dlatego, że miałem jakiś obowiązek wobec rodziny, bo wiem, co się dzieje z rodzinami osób po śmierci samobójczej. To wciąż jest istotne w tym momencie. Ale ja nie żyję dlatego, że mam wolę życia, tylko dlatego że nie mam woli śmierci.

AB: Smutno się tego słucha.
A: No to jest moja rzeczywistość…

AB: Mnie to porusza… Oswoiłeś się ze swoją chorobą?
A: Być złym na chorobę to jak krzyczeć na nadchodzące tsunami. To nie ma zupełnie sensu. Nastąpiły takie okoliczności jakie nastąpiły. Ja też nie pamiętam czasu przed chorobą. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak było wcześniej, o ile było wcześniej. Ja oczywiście jestem w stanie ekstrapolować jak może być na podstawie zachowania innych osób, ale nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć jak było…

AB: Ponieważ ten wywiad mogą czytać osoby, które nie są chore, ale maja kogoś bliskiego kto jest chory i często czują się bezradne w obliczu tej choroby, czy byłbyś w stanie daćjakąś radę, jak w ogóle pomagać komuś w tej chorobie?
A: Tak jak wspomniałem, mimo najlepszych chęci nie można zmienić tego jak ta osoba się czuje.

AB: A jak jej nie przeszkadzać?
A: Trzeba się zapoznać się z literaturą, jak ta choroba się objawia,jak się ją leczy.Trzeba też rozmawiać z tą osobą choć zdaję sobie sprawę, że to są trudne rozmowy… i te rozmowy nie zawsze będą miały miejsce. Współczuję tym osobom, które muszą żyć z kimś chorym na depresję czy inne zaburzenie, dlatego ja z tego powodu nie mam zamiaru wiązać się z kimś. Nie byłbym w stanie znieść tej bezradności u kogoś. Pierwszy powód jest dość samolubny. To ściągałoby mnie w nastroju niżej, mimo że widziałbym starania.Z natury rzeczy bliski nic nie może zmienić w tej chorobie. Po drugie, to jest też nie fair wobec osoby, z którą chory chciałbym się związać. Ludzie, którzy nigdy nie mieli styczności z osobami chorymi psychicznie, nawet jeżeli przeczytali całą literaturę, nie mają pojęcia jak to będzie wyglądać i na co się piszą. W takim przypadku aktywne poszukiwanie kogoś do życia razem dla mnie jest niemoralne.

AB: A to nie jest tak, że masz prawo żyć tak jak inni?
A: Z punktu widzenia ogólnej moralności oczywiście mam prawo kochać, wiązać się. Z mojego punktu widzenia nie mam moralnego pozwolenia, żeby wystawiać na siebie inne osoby. Nie daję sobie prawa do aktywnego poszukiwania. Jeżeli to się wydarzy organicznie nie będę z tym walczył, będę starał się informować i ostrzec co oznacza zniechęcić, bo czuję się zobligowany do tego.

AB: To jest tak, że decydujesz się świadomie na to samotne życie?
A: Ja mam zbyt silny kręgosłup moralny, wygięty w drugą stronę /śmiech/. Gdybym był bardziej samolubny…ale niestety. Jestem w stanie ekstrapolować przyszłość. Świetnie wiedziałem jak się rozwinie to, kiedy oświadczę, że jestem chory i że przejdę do leczenia. Wiedziałem też, co by się stało, gdybym tego nie zrobił. Zawsze widzę kilka ścieżek, które są najbardziej prawdopodobne.

AB: Nawet jeżeli nie mówimy o partnerach, tylko o rodzinie, takiej jaką Ty masz czyli mamę, tatę, brata, co oni mogą zrobić, żeby być bliżej Ciebie?
A: W momencie kiedy mam depresję, to nic się nie da zrobić. Nawet najmniejszy komentarz wywołuje u mnie złość, agresję, warknę na nich – to mnie czasami boli bardziej niż ich. Więc lepiej żeby nie wchodzili mi w drogę.

AB: Imponuje mi to jak zgłębiłeś tą chorobę, nie zawsze tak jest…
A: A ja zazdroszczę tym ludziom, którzy mają mniej świadomości. Otwierają się wtedy jakieś ścieżki wiary w poprawę, że będzie lepiej. A ja wiem, że mi te leki czy metody szeroko dostępne na rynku prawdopodobnie nie pomogą. Wiem, że są na rynku bardziej inwazyjne metody jak terapia elektrowstrząsowa, na którą chciałem się zapisać, ale lekarz powiedział mi, że jest za wcześnie. Wiem, natomiast, że są. Najbardziej jednak bolesne dla mnie jest to, że nie mamy zielonego pojęcia jak to funkcjonuje fizjologicznie. Znamy jedynie objawy. Teraz wraz z rozwojem obrazowania pracy mózgu to wszystko powoli ma szanse ukazać się na obiektywnych dowodach naukowych i ma szanse być zgłębione. Więc w mojej opinii to, co robią teraz psychiatrzy, to dobra wola i dużo recept.

AB: A co sądzisz o psychoterapii?
A: U mnie sukcesy tej terapii były umiarkowane, tak jak już mówiłem. Nie rozważam obecnie powrotu, bo to częściowo wiąże się z kosztami. Są fundacje, które obejmują osoby chore dofinansowanymi programami ale ja akurat korzystałem prywatnie ale wróciłbym.Choć nie sądzę, żeby w tej chwili pomogło mi to znacząco, w tym stanie, w którym jestem. Więc tak na koniec, choć wiem, że lekarze strzelają na oślep, leki nie zawsze pomagają, to ja jednak zachęcałbym do kontynuowania tej dwutorowości czyli leczenia psychiatrycznego i psychoterapeutycznego. Czyli terapia i lekarz.

AB: I nie przeszkadzająca rodzina?
A: Tak.

AB: Jeszcze raz dziękuję Adam. To była dla mnie bardzo ważna rozmowa.

Z Adamem rozmawiała Alicja Biłozor z Wrocławskiego Ośrodka Gestalt.
Wrocławski Ośrodek Gestalt
Terapia – Rozwój Osobisty – Edukacja
www.wroclaw-gestalt.pl
tel. 512 199 522
wroclawskiosrodekgestalt@gmail.com