Byłem kiedyś w trudnej sytuacji i osoba, która mi wtedy pomagała, zwróciła uwagę na mój oddech. Pamiętam te słowa : „Nie oddychasz”. Przez moment czułem się, jakby mnie ktoś spod wody wyciągnął na powierzchnię. Bo nie wiedziałem, że jest coś takiego jak oddech.


I wbrew pozorom dowiedzenie się o tym nie było przyjemne. Ale popracowaliśmy nad tym, czyli nad oddechem i ciałem, i wkrótce trudna sytuacja sama się rozwiązała.
Teraz pracując z klientami robię to bardzo często. Zwracam im uwagę na to, jak oddychają.

Na przykład mówię, „właśnie kiedy o tym powiedziałeś, to wstrzymałeś oddech”. To ciekawe, ale większość ludzi, kiedy słyszy takie słowa, zaczyna przez moment głębiej oddychać. Coś się wtedy w nich dzieje i coś zaczyna żyć. Trzeba być wtedy ostrożnym, uważnym i delikatnym. Jest to bardzo ważny moment, bo najczęściej przez tę krótką chwilę rozgrywa się w nich ich wewnętrzny konflikt.

Podczas sesji, którą prowadziłem, moja klientka opowiadała mi o byłym mężu. Mówiła tonem nie wzbudzającym we mnie żadnych emocji, choć sama historia wydawała mi się dramatyczna. Zauważyłem, że płytko oddycha, więc powiedziałem jej o tym. Przestała więc mówić i przez moment zaczęła głęboko oddychać. Jednocześnie zaczęła przyglądać się swoim dłoniom marszcząc przy tym brwi. Po chwili znów oddychała płytko.

„Co czułaś i o czym myślałaś” spytałem.
„Nie wiem, ale pomyślałam, że mogłabym wyciągnąć to zdjęcie z portfela i podrzeć je na kawałki”
„A potem przestałaś oddychać. Czy tak?”
„Bo wystraszyłam się tego”
„Tego co możesz zrobić kiedy czujesz złość?”
„Tak. Nie chcę więcej niszczyć. Ale nie mogę też dłużej wszystkiego dusić”
„No to mam propozycję. Wyciągnij to zdjęcie z portfela. Nie będziesz dusiła i nie będziesz niszczyła. I do tego będziesz oddychała. Pomogę ci o tym wszystkim pamiętać. Zobaczymy co wtedy zrobisz”

Oddech i emocje

Kiedy człowiek oddycha to zaczyna czuć. Po pierwsze czuje to co w sobie dusił, a po drugie czuje też to, co go skłoniło, żeby dusić. Czyli ujawnia się jednocześnie potrzeba i lęk. Jeśli okaże się klientowi wsparcie, a on tym razem będzie jeszcze do tego oddychał, to będzie mógł przejść przez ten konflikt w nowy twórczy sposób. Wyrazi swoją potrzebę, jednocześnie uwzględniając to, czego się boi. Znajdzie więc swoją własną reakcję, która będzie zgodna z nim samym, i która przyczyni się do obniżenia lęku.

Kiedy pracuję z klientem, to bardzo często podążam za jego oddechem. Dla mnie jako psychoterapeuty jest to kwestia wyboru. Mogę skupić się na jego słowach, uczuciach, o których mówi i które przeżywa, lub błędach rozumowania, które prowadzą go na manowce. Oczywiście to też można robić i warto to robić. Jednak praca z oddechem ma swoje zalety. Jest to przede wszystkim praca w Tu i Teraz, kiedy klient może doświadczyć tego, jak jego problem emocjonalny rozgrywa się w jego ciele i w przestrzeni gabinetu.

Oddech, podobnie jak inne fizjologiczne przejawy aktywności człowieka, bardzo silnie łączy się z emocjami. Podobnie silnie z emocjami łączy się na przykład praca serca. W przypadku oddechu mamy tę możliwość, że możemy sami go regulować. Trudno jest nam regulować uderzenia serca, pocenie się dłoni, czerwienienie się skóry czy nierównomierną pracę jelit w stresie. Ich praca też łączy się z emocjami. Odpowiednio korzystając ze swojego oddechu mamy jednak wpływ na działanie pozostałych narządów. Często okazuje się też, że odpowiednio korzystając z oddechu, można poczynić wiele zmian w swoim życiu.

Teoria relacyjna oddechu

Zbudowałem pewną teorię i pewien obraz, które przybliżają mnie do rozumienia funkcji oddechu i tego, jak jego praca łączy się z życiem emocjonalnym. Jeśli wyobrazimy sobie spotkanie dwóch osób, jako bliską obecność dwóch cienkich pulsujących błon, to zauważymy, że te błony bardzo silnie mogą na siebie oddziaływać. Poruszenie u jednej wywołuje drgania i poruszenie u drugiej.

Tak jak kiedy dotknie się spokojnej tafli wody. W tej teorii aparat oddechowy to czuła pulsująca błona, na której odzwierciedla się kontakt ze środowiskiem. Jednocześnie można tę błonę regulować od wewnątrz, wzmacniać ją i wspierać jej elastyczność, by drgania, które się na niej pojawiały, były odpowiednio amortyzowane i nie powodowały zakłóceń w pracy całego organizmu. Praca z oddechem to właśnie wzmacnianie i przywracanie elastyczności tej błony, tak by znów mogła reagować i czuć, i jednocześnie, by to czucie nie powodowało destabilizacji.

W terapii Gestalt pracujemy nad elastycznością oddechu najczęściej w podejściu relacyjnym. Teoretycznie więc wykorzystujemy swój własny oddech (czyli reakcje naszej własnej błony) w celu powiększania świadomości oddechu naszego klienta i pozwolenia mu na rozwijanie możliwości związanych z jego własną samoregulacją. Głównym narzędziem jest tutaj dialog i emocjonalna dostępność terapeuty.

Dowolność interwencji jest tutaj bardzo duża, pod warunkiem, że terapeuta korzysta z informacji jakie się w nim rodzą w kontakcie z tym właśnie klientem w danym tu i teraz. Oto przykładowe interwencje terapeuty, który stosuje dialog i jednocześnie odwołuje się do własnego regulatora, jakim jest oddech: „Kiedy to powiedziałeś, to poczułem ciężar w klatce piersiowej.

Pomyślałem o wsparciu jakie mogę sobie dać w takiej sytuacji i zacząłem głębiej oddychać. Co by się stało, gdybyś teraz też zaczął głębiej oddychać”; „Aż wstrzymałem oddech. Myślę, że mógłbym się wystraszyć będąc w podobnej sytuacji. A ty co poczułeś?”; „Kiedy to do mnie powiedziałeś to zacząłem głębiej oddychać. Po to, by być gotowym usłyszeć to wszystko, co masz mi do powiedzenia. Możesz kontynuować i powiedzieć mi o swojej złości”.

Pytanie dlaczego terapeuta stosuje dialog, albo w dialogu odnosi się do swojego oddechu (zarówno w słowach jak i tylko w samej świadomości tego, co się w jego oddechu zmienia). Według mnie jest to znów tylko kwestia wyboru, w jaki sposób decydujemy się spotkać z naszym klientem.

Tak by jego wspomóc i nie obciążyć siebie. Jacques Lacan, współtwórca i reformator szkoły psychoanalitycznej, decydował się spotykać ze swoimi klientami głównie w sferze słów i sposobów mówienia o problemach. Był w tym bardzo uważny i pomocny. Z jego strony była to zarówno empatia jak i decyzja o tym, jak chciał pomagać innym. Mógłbym powiedzieć, że terapeuta Gestalt przyjmuje swojego klienta nie tylko na swoją wrażliwość językową, która z pewnością dużo mówi o emocjach, ale także na swój oddech. Wykorzystuje aparat oddechowy, czyli reakcje własnej błony, o której mówiłem wcześniej, do dowiedzenia się czegoś o swoim kliencie i do skontaktowania się z nim.

Pamięć przeszłych relacji zapisanych w oddechu

Pracując z oddechem łatwo dostrzeżemy, że klienci wnoszą swoje stare schematy oddechowe w kolejne relacje. Spotykają się z nami oddychając płytko, przerywanie, chaotycznie, kontrolując każde zaczerpnięcie powietrza lub w żaden sposób nie kontrolując swojego oddechu i dając się ponosić wszystkim emocjom.

Dzieje się tak ponieważ ta błona, o której mówiłem, działa także jak czuła klisza, na której wszystko się zapisuje. Jest to całe cierpienie jakie klient ze sobą wniósł do naszego gabinetu, pamięć poprzednich relacji i piętno, jakie środowisko na nim wywarło.

Najczęściej te sposoby oddychania wywodzą się z relacji z matką i ojcem. Dlatego tak często w terapii Gestalt pomagamy naszym klientom poprzez pracę z tak zwanymi obiektami. Czyli w sytuacji eksperymentalnej pozwalamy im spotkać się jeszcze raz z emocjami i trudną sytuacją z dzieciństwa, ale w taki sposób, by tym razem znaleźli swobodną i wspierającą reakcję oddechową.

W ten sposób na nowo czynią swój oddech elastycznym, pozwalając sobie na czucie. Jednocześnie zaczynają być świadomi swojego oddechu, więc doświadczają wsparcia jak i siły, która z tej świadomości się rodzi. Ich „czuję i zapadam się” powoli zamienia się na „czuję i oddycham”. Jest to znaczna różnica, która otwiera ich na nowe możliwości i kroki, które mogą podjąć w swoim życiu..

Jan Słowiński
– psycholog, terapeuta Gestalt w trakcie certyfikacji, autor bloga o psychoterapii www.poczuj.com

Wrocławski Ośrodek Gestalt
Terapia – Rozwój Osobisty – Edukacja
www.wroclaw-gestalt.pl
tel. 512 199 522
wroclawskiosrodekgestalt@gmail.com