Zapomnieliśmy o baśniach. Elfach. Smokach i księżniczkach. Uznaliśmy, że ten świat nigdy nie istniał. Skazaliśmy go na „niebycie”. Odbyło się to w prosty sposób – ośmieszyliśmy bajki, sprowadziliśmy je do poziomu naiwnych historyjek dla dzieci. Trochę inaczej postrzega baśnie szwajcarski psycholog C.G. Jung, który stwierdził,


że w nich zawiera się wszystko, co istnieje w naszej psychice. Oznacza to, że nasze problemy, wątpliwości, kompleksy możemy odnaleźć właśnie w tych opowieściach o „księżniczce i królewiczu”. Co więcej, zarówno dobra baśń, jak i mit nie poprzestają na pokazaniu pewnych konfliktów z naszego życia, ale także ukazują sposób na ich rozwiązanie.

Rzadziej w sposób dosłowny, zwykle poprzez symbole, ale co ważniejsze, te odpowiedzi wszyscy możemy odnajdywać sami. I wtedy stajemy się swoimi własnymi terapeutami. Lekarzami. Baśnie więc dają nam to, czego potrzebujemy. To, na co jesteśmy gotowi.

dawno, dawno temu…

Wychowani na opowieściach rodziców, babć i dziadków o pięknych księżniczkach i krasnalach, włączamy dzieciom telewizor z animowanymi historiami – prawie całkowicie wypranymi z ich terapeutycznych wartości. Symbole, wytworzone przez setki i tysiące lat w celu leczenia psychiki, zostały w tych animowanych baśniach zagubione. Zmieniły się w śmieszne i piękne postacie Disneya.

Co gorsza, owe przeniesienie na ekran baśni spowodowało, iż została wyłączona wyobraźnia. To co kiedyś musiało zostać wyobrażone i co za tym idzie, zasymilowane przez dziecko, jest dzisiaj podane w łatwej i spłyconej formie, a w konsekwencji dziecku coraz trudniej jest utożsamić się z Głupim Jasiem lub Piękną Księżniczką. Te postacie nie mają już twarzy dziecka, ale Disneya, te historie nie są już historiami dziecka, ale telewizji.

Maluch został pozbawiony możliwości odnajdywania w baśniach swoich problemów. I lęków. I sposobów radzenia sobie z nimi. Dzieciak został sam w ciemnym pokoju, pełnym śpiących w szafach i pod łóżkiem potworów.

za siedmioma górami…

Dziecko zostaje wrzucone do nieznanego i groźnego świata dorosłych. Świata często bezwzględnego i bezsensownego – i aby odnaleźć sens tego świata, dziecko potrzebuje czegoś pewnego, stałego, a jednocześnie kogoś, kto go nauczy poruszania się W „niezrozumiałym”. Takimi przewodnikami i „wyjaśniaczami” były od zawsze baśnie. Opowiadane przez rodziców lub bardów – kapłanów. Dziecko żyjąc bardziej niż dorosły w „tu i teraz” nie jest w stanie, tak jak rodzic, wyobrazić sobie swojej przyszłości, ale skupia się na problemach i lękach, które gnębią go w danej chwili.

Jednocześnie nie należy lekceważyć owych dziecięcych strachów pocieszając się, że znikną one w przyszłości – bo to co teraz w dziecięcym „dzisiaj”, nie zostanie uleczone, może w dorosłym jutro” stać się czynnikiem unieszczęśliwiającym. I to właśnie są doskonałym sposobem na zrozumienie problemów malucha, to one mogą nam pomóc nazwać lęk gnębiący dziecko, a także znaleźć sposób na jego wyleczenie. Często po prostu wystarczy jakie zaobserwować, jakie baśnie dziecko szczególnie lubi, a potem podać mu takie historie, które po tym jak dziecko się z nimi utożsami pokażą mu rozwiązanie. Baśnie wprowadzają ład w życie dziecka, pozwalają mu zrozumieć, że historie, które przeżywa są tymi samymi, które dotyczyły Głupiego Jasia. Nie jest więc sam.

Jednocześnie baśnie uczą maluchy, iż zawsze może dać sobie radę, a co więcej pokazują mu także wzorce zachowań moralnych – dobro zawsze jest nagrodzone, a zło przegrywa. Piękno nie jest zawsze widoczne na pierwszy rzut oka, a brzydota może się kryć w najpiękniejszym ciele.

za siedmioma lasami…

Baśnie pokazując uniwersalne problemy człowieka, zarazem ukazując cały cykl rozwojowy ludzkiej jednostki – najpierw bohater odkrywa kim jest, zachodzi więc tutaj proces samoidentyfikacji, potem zaczyna dostrzegać społeczeństwo, czyli wszystko co nie jest „nim” i co wpływa na niego, wreszcie dochodzi do sytuacji w której bohater musi odnaleźć sposób wprowadzenia równowagi pomiędzy tym co chce, a tym co może.

Pomiędzy sobą a „nie sobą”. A dziecko utożsamiając się z bohaterami, zaczyna pojmować, iż może być szczęśliwe tylko wtedy, gdy uda mu się ów stan równowagi wprowadzić w życie. Nie należy jednak sądzić, iż ów proces zachodzi świadomie. Zaletą baśni jest to, iż nauczycielem jest samo dziecko, a cała lekcja odbywa się prawie bezboleśnie na poziomie nieświadomym. Co więcej, często nieświadomość miesza się z wydarzeniami istniejącymi na płaszczyźnie świadomej. Dziecko słuchając baśni przenosi na bohaterów swoje własne problemy (których nie jest w stanie samo rozwikłać) i pozwala aby owi bohaterowie je rozwiązywali.

Może więc dojść do sytuacji, kiedy dziecko przepełnione nienawiścią do matki, zamiast kumulować złość na całe życie, po prostu…uśmierca swoją matkę w baśni. Staje się Jasiem i Małgosią, którzy wsadzają do pieca Babę Jagę – będącą w rzeczywistości negatywnym obliczem matki. Po „uśmierceniu” negatywnego modelu matki, dziecko przeżywa swoiste „catharsis” – oczyszczenie. To co złe w matce zostało zamordowane i powstało w psychice dziecka miejsce na inną, kochającą matkę.

za siedmioma rzekami…

Dziecko od początku staje przed ogromną liczbą problemów- z jednej strony jest to poczucie własnej tożsamości i pragnienie matki, a z drugiej świadomość potrzeby bycia „oddzielnym” od niej, a na to wszystko nakłada się rywalizacja z rodzeństwem , niezrozumiałość zasad rządzących światem– bo nagle okazuje się, ze inni, nie będąc rodzicami , traktują je inaczej, a to co można w domu, nie wolno na zewnątrz. Tak więc w dziecku rodzi się pytanie JAK ŻYĆ?

Jak zachować siebie jednocześnie będąc z innymi? Co gorsze, ten problem coraz częściej dotyczy także dorosłych, którzy nie zostali nauczeni , m.in. przez baśnie, jak znaleźć wyjście z takiej sytuacji. Nie wiedzą, kim są ani jak mają się poruszać w skomplikowanej rzeczywistości. W takiej sytuacji często jedynym sposobem (obok pomocy terapeuty) jest praca z baśniami, w których bohaterowie walczą ze smokami, wspinają się na szklane góry i zdobywają księżniczki.

Bohaterowie tych opowieści znajdują wyjście z najbardziej nieprawdopodobnych historii – „a ja nie mogę dać sobie rady nawet z tym grubym Wojtkiem, który mnie bije”. Może powinienem po prostu pouczyć się trochę od Głupiego Jasia?

Autor: Edi Pyrek