Dość często- zbyt często- na lekcjach w liceum słyszałam nauczyciela mówiącego: „Nie filozofuj, tylko mów/myśl jak trzeba”. Zgodnie z definicją: filozofować – to zastanawiać się nad ogólnymi problemami życiowymi, mędrkować.


Dla nikogo już nie jest tajemnicą, że większość uczniów nie czyta lektur. Niektórzy chociaż sięgają po streszczenia lub opracowania. Materiał z wszystkich przedmiotów jest tak obszerny, że czytanie lektur i jednoczesne przygotowanie się do zajęć jest wręcz niemożliwe. W związku z tym lektury nie są czytane, ale przerabiane (według mnie bardziej pasuje tu nawet określenie ”przebiegane”).

Pamiętam, jak z powodu prób do jasełek spóźniłam się około trzydziestu minut na lekcję polskiego. To wystarczyło, by ominęło mnie „przebieganie” przez komedię Aleksandra Fredry. Przykro mi. Trochę czasu musiało Fredrze zająć napisanie komedii, a i humor nie najgorszy. Cóż, bywa.

Podczas przerabiania „Innego świata” Gustawa Herlinga Grudzińskiego zachorowałam i pożyczyłam od koleżanki notatki z lekcji. Jakież było moje zdumienie, gdy w jej zapiskach słowo Jewriej zostało potraktowane jako męskie imię własne, coś, jak Jerzy albo Adam. Zamiast rosyjskiego przeważa ostatnio angielski, o czym nauczyciel chyba zapomniał- no i klops z cierpieniem Żydów.

Czytanie, zastanawianie się, dziwienie- nie ma na to miejsca w szkole ani na studiach. Więcej przykładów? Proszę bardzo.

Przed rozpoczęciem nauki o kolejnej epoce literackiej są lekcje poświęcone filozofom, których poglądy są charakterystyczne dla danej epoki. Czy to oznacza, że studiuje się choćby fragmenty ich dzieł? Ależ nie. Dobrze jest wiedzieć, co ktoś mówi o tym, co oni głosili. Jest takie wielkie słowo w nauce języka polskiego: klucz.

Nie musisz myśleć- a nawet nie powinnaś- ale dobrze znać klucz. Wstyd się przyznać, że po raz pierwszy dowiedziałam się, kto to jest Barbara Skarga czy Leszek Kołakowski na maturze próbnej. Ale po zapoznaniu się z fragmentami ich tekstów, opłaca się udzielić odpowiedzi zgodnych z kluczem. Trzeba napisać to, co ktoś myśli, że oni myśleli.

I właśnie taki stan rzeczy nazywam wstępem do zabijania filozofowania. Niebo gwiaździste nade mną, a klucz do matury we mnie.

Jakże ja zazdroszczę krowie. To jest takie zwierzę, że jak się naje trawy, to się kładzie i przeżuwa. Uczeń nie może przeżuwać. Nie ma na to czasu, ochoty i –co więcej- nikt tego od niego nie oczekuje. Rolnicy wiedzą, co się dzieje z krową, która nie przeżuje…

W „przebieganiu” przez lektury zdecydowanie dominuje hermeneutyka biograficzna. W ten sposób analiza wiersza „Do M*” Adama Mickiewicza wiąże się z koniecznością przeznaczenia odrobiny miejsca w naszej pamięci Maryli Wereszczakównie. Świetnie, tylko kto się bardziej zasłużył w życiu poety- ta, która tylko odrzuciła jego awanse czy na przykład żona, która urodziła sześcioro dzieci. Kto uczy o żonie Mickiewicza?
Jak destrukcyjne postawy to promuje?

Moja mama zadręcza mnie swoimi ulubionymi wersami z Tuwima: „ Jedni niech będą rycerze, drudzy niech będą, jak kwiaty” i mówi, że teraz potrzeba nam rycerzy. Rozumiem to, ale widzę też, jak przyjemnie być kwiatem, a o rycerzach mało kto pamięta.

Arystoteles mówił, że wszyscy ludzie z natury dążą do poznania. Sorry, Arystotelesie, ale przynajmniej niektórzy dążą do tego, by zdążyć na zajęcia na drugim kierunku, żeby zwiększyć swoje szanse na zdobycie pracy.

Kartezjusz powiedział: „ Myślę, więc jestem”. Sorry, Kartezjuszu, ale żaden ze mnie magister Grzyb i przyznaję, że prawie nie nadążam z myśleniem, więc raczej nie jestem.

Jest taka koncepcja języka, według której poznając jego strukturę, poznajemy siebie. Zastanawiam się, co obecny sposób komunikowania się mówi o nas. Listów już się prawie nie pisze, rozmowy przeniosły się na facebooka, a i tak coraz częściej zastępują je smsy. Średnio by mi się podobało wyznanie miłości otrzymane smsem o treści: Love U. Czy to pośpiech powoduje użycie tych skrótów, czy też nie mamy już sobie zbyt wiele do powiedzenia, a może mało czytając i nie kształcąc wyobraźni- nie umiemy mówić?

Słynny pojedynek na improwizacje między Mickiewiczem a Słowackim, podczas którego ten ostatni miał się dowiedzieć, że jego poezja jest jak kościół, w którym nie ma Boga- czy dzisiaj byłby możliwy?

Einsteinowska względność przejawia się tym, że nie dziwi nas dziewczynka bawiąca się lalką, ale już dorosła kobieta w takiej sytuacji nas zastanawia. Mnogość znaczeń jest pewnie bogactwem, tyle tylko, że w odniesieniu do wartości czasem mnie przeraża. Tak, jak się mówi, że żeglarz musi kiedyś zawinąć do portu, tak pewne wartości- mimo nowych technologii- powinny być stałe i jednoznaczne.

Starożytni Grecy pojmowali szczęście jako doskonałość jednostki. Dzisiaj- według badań prowadzonych w wielu krajach- rozumiemy je jako posiadanie domu z basenem, wypasionego auta czy okrągłego łóżka. Co z tym doskonaleniem się? Gdzie się podziało? Krowa je zjadła i nie przeżuła.

Autor artykułu: mgr neurobiopsychologii – Aleksandra Kasprzyk

Bibliografia:
• „Słownik współczesnego języka polskiego” Przegląd Reader’s Digest Warszawa 1998
• Wykłady „Filozofia z etyką” na Uniwersytecie Gdańskim